Agencja Wydawnicza "Promocja" zaprasza do współpracy: reklama w internecie i gazecie, filmy reklamowe i reportaże, zdjęcia, antykwariat - skup książek i przedmiotów kolekcjonerskich, galeria - ikony obrazy - wystawa i sprzedaż....
Strona główna / Najnowsze wiadomości / Mamy pewien wpływ na swoją odporność

Mamy pewien wpływ na swoją odporność

Rozmowa z lek. specjalistą chorób zakaźnych Magdaleną Krępą, zastępcą dyrektora ds. medycznych Szpitala Specjalistycznego w Mielcu

– Zwykle aż do marca, a bywały lata, że nawet do kwietnia, bardzo intensywnie walczymy z infekcjami, tak wirusowymi, jak i bakteryjnymi. Jedni chorują kilka razy w sezonie, inni latami nie borykają np. z grypą. Czy sami możemy mieć wpływ na to, do której grupy będziemy się zaliczać?

– Oczywiście, do pewnego stopnia mamy na to wpływ. Są czynniki, które osłabiają odporność, a z drugiej strony są i takie, które jej sprzyjają. Najważniejszą zasadą, której musimy przestrzegać i uczyć tego dzieci, jest częste mycie rąk. Wirusy i bakterie na szczęście są wrażliwe na środki myjące i dezynfekujące, co powoduje, że, choć tak groźne, łatwo możemy je usunąć z naszych rąk. Każdy myśli, że umie myć ręce i wielu wyśmiewa instrukcje mycia dłoni powieszone na lotniskach czy w placówkach opieki zdrowotnej. Niestety, z czym spotykam się bardzo często, wiele osób myje ręce zbyt krótko, w zimnej wodzie, z niewystarczającą ilością mydła. Takie polanie rąk wodą przez kilka sekund to nie jest to sensowne mycie rąk i ono nas nie chroni. Należy myć ręce ok. 30 sekund, rozpoczynając od zmoczenia rąk wodą. Potem trzeba nabrać tyle mydła, aby pokryły całą powierzchnię dłoni i energicznie pocierać o siebie rozprostowane dłonie, pamiętając o dokładnym umyciu przestrzeni między palcami, grzbietów palców oraz okolic kciuków. Na koniec trzeba bardzo dokładnie opłukać ręce i wytrzeć ręce do sucha jednorazowym ręcznikiem. Kolejny warto zabrać, by z jego pomocą otworzyć drzwi w miejscach publicznych, by nie zbierać z klamek bakterii i wirusów. Nawet niesławny ostatnio koronawirus jest wrażliwy na zabiegi higieniczne. Jeśli nie udało nam się uniknąć chwycenia za klamkę w miejscu publicznym lub zetknęliśmy się z kimś wyraźnie chorym, a nawet po prostu jesteśmy w galerii handlowej, starajmy się nie dotykać rękami ust, oczu, nosa. Starajmy się wtedy nie jeść lub bardzo dokładnie umyć ręce przed takim posiłkiem. 

– Mówimy o miejscu publicznym, gdzie najłatwiej o zarażenie się. Czy nie lepiej ich unikać?

Oczywiście, że jeśli mamy wybór i możemy sobie w tym okresie darować wizytę w galerii handlowej, kinie czy na dużej imprezie, to byłoby to świetnym pomysłem. Warto się za to zdecydować na energiczny ruch na świeżym powietrzu, który z kolei sprzyja odporności. Trzeba jednak pamiętać, by ubierać się stosownie do pogody, najlepiej kilkuwarstwowo, co pozwala łatwo manewrować grubością warstwy izolacyjnej, by uniknąć też przegrzania.

– Jakie czynniki pacjenci pomijają najczęściej w kontekście zapobiegania infekcjom?

– Często rzeczywiście pacjenci dbają o higienę, ruch, dietę, mają w jadłospisie owoce, warzywa, ciemne pieczywo, ryby itp. Niestety jednak wszystkie te zabiegi mogą zdać się na nic, jeśli jesteśmy zestresowani, za mało sypiamy. Adrenalina i hormony kory nadnerczy mają fatalny wpływ na odporność. Często narzekamy, że zimą jesteśmy ospali, ale to organizm walczy z naszym pracoholizmem albo niehigienicznym trybem życia i domaga się odpoczynku. System odpornościowy ma teraz niemałe wyzwania, a sen to regeneracja, zdrowie. Badania pokazują, że u osób niedosypiających, odporność spadała nawet o 30%. A jeśli już mamy katar, a chcemy szybko odzyskać formę uważajmy na pewną pułapkę. Często pacjenci stosują leki z pseudoefedryną lub kofeiną, przez które wieczorem nie mogą zasnąć. Są więc zmęczeni, zestresowani i zamiast zdrowieć, czują się jeszcze gorzej. Jeżeli już decydujemy się na takie środki, to starajmy się ich unikać późnym popołudniem i wieczorem, dbając o to, by się wysypiać. I pić dużo wody.

– A co ze słynną witaminą C, która leczy przeziębienie?

– Okazało się, że jest to jeden z mitów, który powstał w latach 70-tych. Witamina C nie leczy ani nie zapobiega przeziębieniu i grypie. Cała sława witaminy C jako panaceum na infekcje zaczęła się, gdy około pół wieku temu, gdy laureat Nagrody Nobla Linus Pauling napisał głośne książki, w których opisał, jak to rzekomo duże dawki witaminy C mogą zredukować zachorowalność na grypę nawet do 45 proc. Był autorytetem, którego słów nikt długo nie podważał, aż w końcu przeprowadzono solidne badania, które obaliły ten, jak się okazało, pseudonaukowy mit. Witamina C jest ważna dla organizmu, bardzo cenna, ma wiele dobroczynnych działań. Jednak, jak wykazały badania, zachorowalność na infekcje, jak i przebieg oraz czas trwania choroby w grupie osób stosujących i niestosujących witaminy C są takie same.

– Kiedy leki polecone przez farmaceutę nie przynoszą ulgi, warto zapewne wziąć pod uwagę wizytę u lekarza. W jakiej sytuacji popularne domowe metody to za mało?

– Na pewno, kiedy infekcja powyżej dwóch dni utrzymuje bez zmian, nie ma poprawy lub nawet stan się pogarsza u kobiety w ciąży lub małego dziecka, a także osoby starszej, z osłabianą odpornością. Wtedy trzeba się bezwzględnie zgłosić do lekarza. Jeśli infekcji towarzyszy ostry kaszel z odkrztuszaniem zielonej, żółtej lub krwistej wydzieliny koniecznie trzeba szukać pomocy lekarskiej. Również wówczas, kiedy kaszlowi towarzyszy ostry ból w klatce piersiowej, ból ucha, ostry ból głowy itp. Szczególną czujność trzeba wykazać, gdy temperatura od dwóch dni wynosi 40 stopni i więcej. Trzeba zwrócić uwagę na wszelkie nietypowe i silne objawy, takie jak sztywność szyi, karku, ból pleców, wymioty, biegunka itd.

– Kiedy już trafimy do lekarza, wielu z nas ma pokusę, by domagać się antybiotyku. Czy słusznie?

– Decyzję zostawmy lekarzowi, który oceni, czy ma do czynienia z bakterią, z którą należy już walczyć aż takim środkiem, a to wcale nie jest takie oczywiste, czy też z wirusem. Nadużywanie antybiotyków jest bardzo groźne. Bakterie mutują, są coraz odporniejsze na antybiotyki i gdy potem zajdzie potrzeba leczenia poważnej choroby, lekarze zostają bez skutecznej broni, bo bakterie miały okazję przy byle okazji stykać się z antybiotykami i są na nie odporne. Gdy sytuacja jest naprawdę poważna i antybiotyk mógłby pomóc, po prostu nie działa. Jest to ogromny problem także w szpitalu.

Aneta Dyka-Urbańska

Sprawdź również

Jedni zbierają, drudzy podbierają – ukradł pieniądze przeznaczone na walkę z COVID-19

04.06.2020. Policjanci ustalili i zatrzymali 31-latka, który jest podejrzany o kradzież pojemnika na wolne datki …